Polecam pierwszą recenzję Tabloidu. Wyraża wszystko to, co sama chciałabym powiedzieć. Ze wzruszeniem, ze łzami w oczach przeczytałam. Dziękuję za te słowa, dziękuję za zrozumienie, którego wciąż poszukuję wśród ludzi. Aneta
W Polsce gatunek kryminał nonfiction jest prawie nie znany. Nie ma chętnych, by prawdziwe zbrodnie przenosić w rejon książkowych opowieści. Bo i gatunek to niełatwy – tu rządzą fakty, których nie można naginać na potrzeby fabuły, a wszystko opiera się na zaufaniu do autora, że owe fakty dokładnie sprawdził i przytoczył. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po „Tabloid. Śmierć w tytule” Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego. To, co znalazłam w ich książce dalece wykracza poza ramy dziennikarskiego śledztwa, stając się wielowątkową opowieścią o zbrodni, narodzinach polskiej przedsiębiorczości, cynicznej ewolucji prasy brukowej, a przede wszystkim o rozpadzie rodziny doświadczonej przemocą domową.
Głuchowski i Kowalski początkowo zamierzali stworzyć zbiór reportaży o tym, jak prasa brukowa niszczy ludzi. Tak dokopali się do historii Doroty Mrugały, którą oskarżono o zlecenie zamordowania byłego męża, Krzysztofa, właściciela kantoru w BuskuZdroju. Mrugała trafiła do aresztu, z którego już nie wyszła – po kilku miesiącach zmarła na atak serca nie doczekawszy procesu. Zdążyła jednak doświadczyć nagonki medialnej, którą umiejętnie rozkręcił „Super Express” artykułem o rozwódcemorderczyni, która wzięła odwet na niewiernym mężu i domowym tyranie. Wiele miesięcy później sąd orzekł, że Dorota Mrugała nie miała nic wspólnego z zabójstwem męża. Przez kolejne lata córki Mrugałów walczyły w sądach i w mediach o dobre imię matki. Historia okazała się na tyle wielowymiarowa i wielowątkowa, że z reportażu rozrosła się do rozmiarów samodzielnej książki, a Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski postanowili szczegółowo zrekonstruować kulisy zbrodni z 2004 r.
Swoją książkę zbudowali z kilku przeplatających się opowieści. Pierwsza to historia zbrodni – ginie zamożny właściciel kantoru, zatłuczony i zastrzelony na podwórku własnego domu. Znika torba ze znaczną sumą pieniędzy oraz kosztownościami. Nikt niczego nie widział, ani nie słyszał (łącznie z kochanką, która była wówczas w domu). Policja rozpoczyna żmudne śledztwo, które po kilku miesiącach utyka w martwym punkcie. Druga opowieść to pasjonująca historia narodzin polskiej przedsiębiorczości. Mrugałowie najpierw wyjeżdżają do Hiszpanii jako tania siła robocza, a po powrocie, uzbrojeni w biznesowy know how, którego nauczyli się od pracodawców oraz odłożone środki zaczynają rozkręcać interesy w rodzinnym Busku. Jest początek lat 90. czas, kiedy ten, kto ma głowę na karku może łatwo się wzbogacić. Okazuje się, że małżonkowie mają dryg do biznesu i szybko, dzięki kantorowi i innym pomniejszym przedsięwzięciom, awansują do grona finansowej elity Buska. Trzecia opowieść wprowadza nas w meandry rodzącego się rynku wolnej prasy i ewolucji prasy brukowej, która z medium zaangażowanego społecznie z czasem zmienia się w narzędzie szczucia, prowokowania i destrukcji. Słowem kluczem staje się „groza”, która powinna przebijać z każdego tekstu i tytułu. Dlatego redaktorom „Super Expressu” nie drgnie powieka, gdy wypuszczą do druku tekst o Dorocie Mrugale zatytułowany złowieszczo „By zdobyć dom, kazała zamordować swojego męża”. Czwarty wątek to historia rodziny, której dramat zaczął się na wiele lat przed zbrodnią. Krzysztof Mrugała terroryzował dom, bił regularnie żonę i córki, maltretował je psychicznie. Wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami, zmieniając się w prywatny horror dwóch małych dziewczynek i ich matki. Kolejne wątki koncentrują się wokół aresztowania Doroty Mrugały i walki córek, najpierw o uwolnienie matki, a później o oczyszczenie jej imienia. Aneta i Bożena stają się bohaterkami pierwszoplanowymi – jesteśmy świadkami ich bezsilności, rozpaczy, kolejnych prób podźwignięcia się z dna, walki z depresją, nerwicami, bulimią i łatką, którą przypięła im lokalna społeczność – dla nich były po prostu „córkami morderczyni”.
Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski tylko na początku ulegają pokusie podkręcenia tej historii – trochę za długo i zbyt teatralnie skradają się do ujawnienia tego, co ukazało się w tabloidzie. Potem jednak wygrywa dziennikarska rzetelność i solidnie prowadzone dziennikarskie śledztwo. „Rzeczywistość jest zawsze mocniejsza od fikcji” pisze na okładce „Tabloidu” Katarzyna Bonda. A w tym przypadku fakty okazują się wyjątkowo dramatyczne – wystarczy je opisać. Co wbrew pozorom nie oznacza, że zadanie autorów było łatwe. Wręcz przeciwnie, tu właśnie zaczynał się dziennikarski tor przeszkód, na którym każde potknięcie oznacza utratę wiarygodności całej opowieści. Dlatego Głuchowski i Kowalski docierają do kolejnych świadków, dokumentów, sprawdzają różne scenariusze, rozmawiają także z tymi, którzy byli przekonani o winie Doroty Mrugały – policjantem, prokuratorem wydającym akt oskarżenia, dziennikarzem, który napisał feralny tekst w „Super Expressie”. Drążą też wątek zbrodni, próbując odpowiedzieć na pytanie – jeśli za morderstwem nie stała Dorota Mrugała, to kto?
Głuchowski i Kowalski nie uciekają w tej książce od emocji i osobistego zaangażowania. Wyraźnie stoją po stronie bohaterów pokrzywdzonych w tej historii. W pewnym sensie wymusza to opowieść, którą snują – przerażająca, wstrząsająca, ale i budząca gniew. Opowiedzieć o niej bez emocji? Trzeba by być cynicznym dziennikarzem tabloidu, dla którego liczy się temat, a nie człowiek. To właśnie najmocniejsza strona „Tabloidu” nie jest książki o zbrodni, ale o ludziach, którzy muszą stawić czoło złu uderzającemu na oślep i niszczącemu wszystko po drodze. W imię ambicji, redakcyjnej polityki czy zwykłego lenistwa, które prowadzi do bezsensownej do śmierci. Nie ma w tej książce, na szczęście, tabloidowej przesady i taniej sensacyjności – autorzy przez cały czas świetnie panują nad tekstem, który jest dynamiczny, trzyma w napięciu, a jednocześnie daje możliwie pełne i rzetelne odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości. To, z czego prasa brukowa zrobiłaby teatr, tu pokazane jest z dbałością o szacunek dla bohaterów tego dramatu. Oni wystarczająco długo walczyli o swoją godność. Wspomnienia Anety Mrugały o naznaczonym przemocą dzieciństwie, traumie zbrodni, wychodzeniu z koszmaru i drodze do wybaczenia są najbardziej przejmującą częścią tej książki. Obnażają też bolesną prawdę – za każdą z takich historii stoi żywy człowiek i naprawdę niewiele potrzeba, by w sposób nieodwracalny zniszczyć jego życie. Głuchowski i Kowalski swoją książką przywracają tej historii proporcje, a rodzinie Mrugałów dają namiastkę sprawiedliwości, o którą ci tak długo walczyli.
Źródło: http://czytamwwannie.pl/index.php/recenzje/literatura-faktu/205-tabloid